Przyjazd do Punta Križa
Do Punta Križa przyjechałam w 1970 roku. Wieś była stara, a mieszkało w niej wielu starszych ludzi, zawsze gotowych pomóc. Kemping był niewielkim kawałkiem ziemi, którym zarządzał Niemiec. W tym roku, 15 sierpnia, na kempingu przebywało mniej niż 50 gości. Osobę, która opowiedziała mi o tym miejscu, niektórzy goście przepędzili, rzucając w nią kamieniami. Nas przyjęto z otwartymi ramionami.
Wtedy odkryłam naturyzm i byłam zachwycona. Mówiłam po niemiecku i udało mi się zaaklimatyzować. Wszyscy goście byli Niemcami, z wyjątkiem jednej belgijskiej pary.
Wąska ścieżka prowadziła w ciągu kilku minut do Lučicy... małej zatoki z kamiennymi murkami, które ciągnęły się aż do morza. Nie przypominam sobie długich kąpieli... częściowo dlatego, że byłam trochę uczulona na morską wodę. Z czasem się przyzwyczaiłam.
Niemiec, który zarządzał kempingiem, nazywał się Pieper i próbował mnie otruć lekarstwem na ból zęba. Przespałam dwa dni, aż w końcu poszłam do dentysty w Mali Lošinj, który wyrwał mi ząb i uratował moje wakacje.
Mam kilka rzadkich zdjęć Lučicy, ponieważ aparaty fotograficzne były zabronione z obawy przed fotografowaniem nagich osób.
Początek więzi na całe życie
Wróciłam do Punta w 1971 roku. Sklepy? Rano chleb i kilka pomidorów. Sklep, a właściwie półka z desek, prowadził Mario, na którego w wiosce patrzono z niechęcią, ponieważ pracował „z nagimi”.
Przez kilka lat nie przyjeżdżaliśmy. Długo chorowałam. Wróciłam w 1976 roku. Pieper zniknął. Podobno był w więzieniu, a następnie został wygnany ze wsi.
Kempingiem zarządzała Jadranka. Kemping zajmował ten sam obszar, ale od owczej ścieżki do Lučicy wytyczono drogę. Biegła wzdłuż zatoki, tak jak dziś, i kończyła się przy ruinach domu (dziś znajduje się tam restauracja). Przed ruinami znajdowała się wielka skała pośrodku morza. Raj.

Przez lata zmieniliśmy trzy przyczepy kempingowe... aż w końcu dotarliśmy do tej, którą mamy dzisiaj. Zawsze byliśmy niczym latarnia morska dla wszystkich nowych osób, które przyjeżdżały i potrzebowały porady. Kierownicy kempingu się zmieniali, ale Valnea pozostała latarnią dla wszystkich, pomagając nawet wtedy, gdy wydawało się to niemożliwe.
Proste dni i trwałe przyjaźnie
Zbudowano mały supermarket... z kilkoma, ale najpotrzebniejszymi rzeczami. Od tego czasu przyjeżdżaliśmy dwa razy w ciągu lata – na tydzień w czerwcu i na dłużej w sierpniu.
W czerwcu przywoziłam moje siostrzenice, które wyglądały, jakby urodziły się „naturystkami”. Nie wszyscy lubili naturystów i latem odbywały się dyskusje... o „moralności”. Powiedziałabym, że lepiej czułam się „naga” niż ubrana.
Pamiętam wieczory, podczas których rozmawiałam po francusku, a następnie po niemiecku... z przyjaciółmi, którzy z czasem stali się dla mnie jak bracia i siostry.
Kemping otoczony naturą
Największą siłą kempingu były zwierzęta i rośliny. Przez dziesięciolecia żyły tu jelenie o ogromnym porożu, dziki, małe gryzonie... niezliczona liczba ptaków i owadów. Dziś, dla naszego bezpieczeństwa, teren jest ogrodzony i tylko od czasu do czasu możemy zobaczyć jakiegoś jelenia.
Czego jeszcze nie opowiedziałam wam o Puncie? Bardzo wiele... ale wspomnienia prześcigają się w naszych głowach, a każdy ma swoje. Każdy stworzy własne.
Nie opowiedziałam wam też o czasach, gdy było tu mało wody i nie zawsze do nas docierała. Dziś, dzięki funduszom europejskim, wody jest tak dużo, że zaspokaja potrzeby tysięcy odwiedzających.
Historie, przygody i wspomnienia
Najbardziej szokująca przygoda? Przydarzyła się mojemu przyjacielowi. Ponton, na którym znajdowali się jego żona i przyjaciel, złapany we mgle w pobliżu Orudy, obrał zły kierunek i zamiast wrócić do Punta, popłynął w stronę Pagu. Tam spotkał delfiny, ale pod wpływem swojego przyjaciela wziął je za rekiny.
Przerażony dotarł do Pagu i spotkał człowieka, który udzielił im gościny i następnego dnia zabrał go z powrotem do Punta. Po dwóch dniach spakował swoje rzeczy i wyjechał, by już nigdy nie wrócić.
Jeśli wypływacie w morze, róbcie to z szacunkiem!
Wielu przyjaciół było częścią naszego życia, ale teraz wielu z nich nas opuszcza. Wspomnienie jest piękne i wzruszające, ale to nie wystarczy. Potrzebowalibyśmy magicznej różdżki, aby powrócić do młodości, do tamtego czasu, który wydawał się beztroski, nawet gdy mieliśmy tak wiele.